środa, 25 stycznia 2017

Kiedy się skutecznie uczymy?

Uwielbiam uczyć się i rozwijać. Nie mogę się nadziwić, ile ciekawych rzeczy czeka jeszcze na mnie na tym świecie, aż znajdę zasoby, by je zgłębić. Mam wrażenie, że całe moje życie to nauka i szczerze dodaje mi to skrzydeł. Pamiętam czasy, gdy moje małe niegdyś dzieci po raz pierwszy lepiły z gliny, kolorowały rysunki, wspinały się na „małpi gaj”. Była w nich ciekawość i radość z poznawania otaczającego świata, sprawdzania swoich umiejętności, badania otoczenia. Wierzę, że to pragnienie eksploracji jest w każdym z nas, bo my naprawdę lubimy wzrastać, każdy w swoim tempie i obszarze, dorośli i dzieci.
Bardzo ważne jest dla mnie, by działania  dorosłych nie niszczyły i nie ograniczały pragnienia poznawania świata u dzieci.
Niestety w polskich szkołach widzę różne mechanizmy, które nie wspierają, a wręcz utrudniają dzieciom rozwój i naukę. Chcę innego świata w tym zakresie dla nas dorosłych i dla dzieci. Marzy mi się świat, który wspiera rozwijanie potencjału każdego z nas tak, byśmy  mogli go wykorzystać, a wszystko to w szacunku, dialogu i zaufaniu.

Mój syn od zawsze lubił matematykę. Wykonuje działania z radością, dopytuje o liczby i cyfry odkąd zaczął chodzić. Teraz, gdy jest już w  szkole, chwila, gdy dostaje do wykonania obowiązkowe zadanie domowe, w dodatku w zdefiniowanym  czasie, pojawia się jęczenie, marudzenie, unikanie – i wiele innych procesów sprawiających, że ta chwila nie jest miłym kontaktem między nami a dzieckiem, lecz olbrzymim wyzwaniem. Młody bowiem jęczy, marudzi , stanowczo domaga się, by odpuścić mu robienie zadań domowych. Co ciekawe, nierzadko po zakończonej obowiązkowej pracy domowej, Młody z radością i ciekawością w oczach wyciąga z plecaka dodatkowe zadania  dla chętnych i co więcej robi je z lekkością i przyjemnością. Co różni zadania z podstawowej pracy domowej od zadań dodatkowych? Pod kątem merytorycznym, wizualnym  są takie same. Gdzie więc leży różnica? Pierwsze są obowiązkowe, a drugie dobrowolne i uczeń sam może zdecydować, czy je zrobi i na kiedy. Gdy pytam Młodego wprost, z czego wynika różnica w podejściu do zadań, mówi: – Ja sam decyduję, czy robię, czy nie robię i może wcale tego nie zrobię.
I niemal zawsze zadania dla chętnych są zrobione, a zadania obowiązkowe nie.

    Usłyszałam ostatnio od ucznia szkoły podstawowej, w czasie warsztatów, że nauczycielka zadała mu trudny  projekt. Trudny, bo wymaga wielu przygotowań i uzgodnień z innymi uczestnikami, jednocześnie w szkole mają zaplanowanych wiele sprawdzianów, a dodatkowo czas na realizację projektu jest według niego za krótki i boi się, że nie zdąży. Jego obawę podzielają też inni uczniowie. Gdy spytałam, jak zamierzają działać w tej sytuacji, czy może planują porozmawiać z nauczycielką o swoich obawach, napotkałam zdziwienie:
 - Nie, nie ma takiej opcji. Tej pani nasze uczucia wcale nie obchodzą. Ona zawsze chce udowodnić tylko swoją rację. My się nie liczymy!
Łał! Siła tej wypowiedzi zatrzymała mnie na dłuższą chwilę. Potrzebowałam wziąć głęboki wdech, by wrócić do siebie. Nie wiem dokładnie, co się u tej nauczycielki dzieje, a jednocześnie z Porozumienia bez Przemocy wiem, że jej działania i słowa to próby zaspokojenia pięknych i, co więcej, uniwersalnych potrzeb. Jednak są one prawdopodobnie tak pokazywane czy komunikowane, że jej uczniowie zupełnie tego tak nie widzą. Przyznam, że przez chwilę i mnie było trudno je dostrzec. Łatwiej (bo mamy w tym większą praktykę i sami potrzebujemy czasu, by zrozumieć swoje uczucia i potrzeby) jest w takich sytuacjach ocenić kogoś jako np. „niemiłego”, „nieczułego” itp. niż poszukać za jego słowami i poleceniami piękna potrzeb. Jednak ono tam zawsze jest! I o tym chcę pamiętać.
Część mnie ma pełne zaufanie, że nauczycielka też chciałaby, by uczniowie mieli radość z realizacji tego projektu i co więcej wierzę, że jest możliwe wzajemne usłyszenie się by i nauczycielka dostrzegła potrzeby młodzieży a młodzież widziała potrzeby nauczycielki. Taki właśnie świat wzajemnego uwzględniania się, dialogu i współpracy chcę dzień, po dniu współtworzyć. 
Wyniki badań neurobiologicznych, dość jednoznacznie, pokazują nam, że jeśli czujemy się bezpieczni, czujemy się uwzględniani i ważni, proces uczenia jest skuteczniejszy. W atmosferze walki, strachu, udowadniania, kto ma rację, masz mózg nie może  być optymalnie wykorzystany, zmniejsza się nasza kreatywność, a tym samym zaangażowanie i zdolność przyswajania wiedzy. Chcę wierzyć, że coraz więcej nauczycieli nie tylko podziela ten pogląd, ale też działa na rzecz współtworzenia w szkołach takiego środowiska uczenia, które pozwala uczniom jak najefektywniej przyswajać wiedzę. Nieustannie prowadzę warsztaty dla rodziców i nauczycieli, dzielę się tą wiedzą i z całego serca pragnę, byśmy jako dorośli pamiętali, jak ważne jest, by uczniowie (i dorośli też) mieli poczucie bezpieczeństwa, sensu i bycia uwzględnionym.

***
- Bibi – powiedziała wiewiórka Laura – co robisz, jak czegoś nie lubisz, a musisz to robić?
- Chodzi ci o to, jak sobie radzę, gdy mam zrobić coś, czego nie lubię lub czego robić mi się nie chce, a jednak mam to z jakiś przyczyn zrobić, tak? – odpowiedziała Bibi kręcąc to w prawo to w lewo łebkiem. Widać, że to pytanie ją zaintrygowało
- No tak. Co wtedy robisz? Mówisz to temu komuś, robisz to, co masz zrobić, czy może tego po prostu nie robisz? Widzisz te trzy wybory, czyli: porozmawiać o robieniu tego, o czym mowa, robić to lub nie robić czy po prostu działać inaczej? Bo wiesz, zastanawiam się czy na pewno w takich sytuacjach mamy te trzy wybory? – powiedziała podekscytowana tematem Laura
- Ja chcę wierzyć, że zawsze mamy wybór, wtedy czuję w sobie siłę i od razu mam gotowość na więcej. Więcej działania, słuchania, robienia. Po prostu moje serce się otwiera i jest w nim radość i ciekawość. A powiedz o jakiej sytuacji ty myślisz? – powiedziała naprawdę zaciekawiona Bibi



Laura wzięła głęboki wdech. Pokręciła pyszczkiem, zmarszczyła nos, strzygła uszami – wszystko wskazywało na to, że szuka słów.
Po chwili powiedziała:
- W szkole Pani Zofia dała nam projekt to zrobienia: trudny projekt, oj trudny. Lubię robić projekty, bo dużo się wtedy uczę, każdy jest inny, a tak naprawdę najbardziej lubię ten proces wymyślania i uzgadniani jak on ma wyglądać. Ja mam zrobić projekt ze Stasiem i Maksem. Mamy go wspólnie zaplanować, wszystko krok po kroku ustalić, a to wymaga czasu, a my mamy naprawdę mało czasu. Za mało według mnie.
W oczach Laury pojawiły się łzy. Wiewiórka czuła smutek. Jej serduszko tęskniło być może za wysłuchaniem, za łatwością, a może za wsparciem?
Bibi z czułością na nią popatrzyła. Okryła ją ciepłym kocem i przytuliła. A potem powiedziała.
- Jestem obok ciebie, jestem z Tobą.
 Laura wtuliła się z w jej żyrafie futerko i tak sobie przez kilka chwil siedziały.

Po chwili, gdy Laura była już spokojniejsza i bardziej gotowa na kontynuowanie rozmowy, Bibi zapytała
- Projekt masz zrobić ze Stasiem i Maksem i jeśli dobrze zrozumiałam, zależy ci, by zrobić go z radością i spokojem, a do tego potrzebowalibyście według was więcej czasu, tak?
- No tak. Ale tego się nie da załatwić. Nic się nie da!
Słysząc takie słowa małej przyjaciółki, Bibi zapytała zadziwiona:
- Nie widzisz żadnych możliwości?
- No, nie. Bo gdybym poprosiła o to panią Zosię, to ona by mnie chyba od razu „połknęła w całości”.
- Jak to połknęła w całości? – dopytywała pogubiona Bibi – ty jesteś wiewiórką a pani Zosia mrówką. Nie rozumiem?
- Oj, Bibi, tak się tylko mówi. Nie chodzi o to, że połknie mnie naprawdę. Ale ja się jej tak boję.
- Chciałabyś czuć się bezpiecznie i wierzyć, że jest możliwa rozmowa z panią Zosią w atmosferze troski, zaufania i otwartości, czy tak?
-Tak, tak, CHCĘ DIALOGU. Tylko to niemożliwe – powiedziała Laura spuszczając łepek. – Bo wiesz, pani Zosia nie chce żadnego dialogu z dziećmi. Ona zawsze chce postawić na swoim.
-O rety! Smutno ci? Chciałabyś, by to co dla ciebie ważne było uwzględnione?
-Tak! O, tak! – Laura aż podskoczyła na myśl o tym. – Uwzględnienie byłoby super. Ale, wiesz ja jestem uczennicą, pani Zosia nauczycielką i to ona decyduje, co robimy w klasie, kiedy i jak. I nie chce nas słuchać. A jak próbujemy coś powiedzieć, to ona się denerwuje. Raz Franek wstał na lekcji i powiedział, że mu trochę nudno. No wiesz, chciał zapytać czy możemy coś innego zrobić, a Pani Zosia nie dała mu dokończyć zdania tylko tak zaczęła krzyczeć o szacunku, o wchodzeniu jej na głowę. Pytała, co my sobie myślimy, za kogo się uważamy i różne takie rzeczy mówiła, których my w sumie nie zrozumieliśmy, a na koniec dostaliśmy jako cała klasa karę. I wiesz co, Bibi? Jak teraz jest komuś nudno, lub coś się komuś nie podoba, lub nawet nie rozumie czegoś, jesteśmy cicho i udajemy, że słuchamy, a tak naprawdę liczymy minuty i sekundy do końca lekcji.
- I to działa?
- Trochę tak, bo przynajmniej pani Zofia nie krzyczy.
- Czyli czujecie się bezpieczniej, bo jest większy spokój w klasie?
- Jasne. Ale nie za bardzo słuchamy co pani Zosia mówi, a już na pewno nie powiemy jej, co jest w naszych serduszkach. Bibi, ty zawsze mówisz, że dialog jest dla ciebie ważny i pomagasz zwierzętom w Leśnym Zakątku się dogadywać. Może i nam jakoś pomożesz?
- Chętnie spróbuję. Masz jakiś konkretny pomysł?
- O, tak. W sumie chciałam cię poprosić, byś wyciągnęła magiczną różdżkę, którą zmienisz panią Zosię w nauczyciela, który lubi słuchać dzieci, ale pewnie jednak jej nie masz.
Obie wybuchły gromkim śmiechem
- No nie mam – śmiejąc się powiedziała Bibi.
- No to może przyjdziesz do nas do klasy i poprowadzisz taki krąg, jak kiedyś, gdy Leon wybił zęba Maksowi. No wiesz ten krąg, gdzie wszyscy mogą się wypowiedzieć i być usłyszanymi – widać było, że Laura lubi swój pomysł, bo mówiła coraz bardziej podekscytowana a w oczach pojawił się błysk.
- Super pomysł – powiedziała równie podekscytowana żyrafa
- To ja zrobię ogłoszenie – takie wielkie, kolorowe zaproszenie na krąg. Co sądzisz o tym, Bibi?
- O tak. Mam w szopie wielki rulon białego kartonu, może ci się przyda.

Laura podskoczyła z radości, po czym przytuliła się do Bibi i szepnęła jej do ucha. – Bibi, moje serduszko odzyskało spokój w sobie i wróciła do niego radość. Dziękuję Ci.



czwartek, 15 grudnia 2016

O jednej skarpetce w niebieskie paski i drugiej w paski zielone

W nocy Święty Mikołaj zostawił prezenty. Ogromną książkę o przygodach dzieci w dżungli i flamastry.
Lulu patrzy szeroko otwartymi oczami, a radość hula w jej sercu. Dziś mikołajki – z tej okazji dziewczynka ma ochotę nie tylko założyć czapkę Mikołaja, lecz także założyć coś wyjątkowego.
Dawno temu Lulu wymyśliła, że zakładanie dwóch różnych skarpetek to świetny pomysł. Pomysł pojawił się, gdy pewnego ranka, w pośpiechu szykując się do przedszkola, nie mogła znaleźć skarpetek do pary. Włożyła więc dwie różne. Ten wybór nie dość, że urozmaicił jej strój, to jeszcze bardzo spodobał się kolegom i koleżankom. Do dziś dzieci z dawnej grupy, choć od dwóch lat nie spotykają się w przedszkolu, wkładają na co dzień różne skarpetki.
– Super pomysł! – zawołała mama. – Dawno nie nosiłaś dwóch różnych skarpetek. Myślałam już, że zapomniałaś o tym.
Tego dnia Lulu powędrowała do szkoły w jednej skarpetce w niebieskie paski i drugiej w paski zielone. Siedzi teraz na ławce w szatni w szkole i zmienia buty.
– A dlaczego masz różne skarpetki? – dziwi się mama Julki, która stoi obok. Nagle oczy wszystkich osób w szatni kierują się na stopy Lulu.
„Chcę się schować – myśli Lulu. – Chcę nie być. Wszyscy patrzą na mnie i na pewno się śmieją”.
– Bo… – zaczęła cicho i nieśmiało. – Bo… Ja lubię się tak ubierać.
Lulu czuje się skrępowana. Zupełnie nie wie, co myślą inni; wydaje jej się, że patrzą na nią, a ich twarze naśmiewają się z niej i drwią.
Mama Julki uśmiecha się wprawdzie, ale się nie śmieje.
– Wiesz – odzywa się zachęcająco – gdy byłam dziewczynką trochę starszą od ciebie, bardzo lubiłam Pippi Langstrumpf. Kochałam czytać o jej przygodach. To dzięki niej zaczęłam nosić dwie różne skarpetki.
Słysząc to, Lulu podniosła głowę i zerknęła na dzieci w szatni.
– Ale fajny pomysł! – odezwał się radośnie Julek. – Nie wpadłem na to! Nie musiałbym co rano szukać dwóch takich samych skarpetek! Może mógłbym też nosić różne buty? – rozpromienił się chłopiec.
– To głupie – odpowiedział mu Olek i wzruszył ramionami. – Dwie różne skarpetki? Ja bym tak nie chciał – dodał i wyszedł z szatni.
– A moja mama nie zgodziła się na różne skarpetki – rzekła Pola. – Powiedziała, że tak się nie chodzi, wiec ja noszę takie same.
– Też bym tak chciał – wtrącił Grześ. – Tak jest wyjątkowo. Chciałem tak się ubrać przedwczoraj, ale bałem się, że inni z klasy będą się ze mnie śmiali.
„Hmm… – pomyślała Lulu. – Czyli dzieci mają różne myśli, niekoniecznie śmieją się ze mnie. Nie wiem, dlaczego pomyślałam, że będą się śmiały”.
Nagle zadzwonił dzwonek i dzieci rozbiegły się do swoich klas.

Bibi siedzi w chatce Bibi i popija kakoa. Lulu znowu przekradła się do Leśnego Zakątka ze swojej bajki, żeby odwiedzić swoją przyjaciółkę i z nią porozmawiać. Opowiedziała jej o spotkaniu w szatni i o tym, co z tego wynikło.
– Wiesz – powiedziała – tak sobie myślę, że czasem nam się wydaje, że ktoś coś o nas myśli, a przecież może być kompletnie inaczej! I zresztą tak właśnie często jest… Warto to sprawdzić, bo nasze myśli, interpretacje, domysły zabierają nam energię i moc. Stajemy się nieśmiali i wycofujemy się, a jak sama mówisz, dzieci i dorośli mają różne zdania na temat skarpetek nie do pary.
– Nie wiem, dlaczego uznałam, że dzieci będą się śmiały. Bałam się, że tak będzie. Bycie w centrum uwagi jest dla mnie trudne. Nie wiem, co zrobić, i mam ochotę uciekać.
– Czyli to jest pytanie o to, jak być taką, jaką się chce i kiedy się chce, bez zwracania na siebie uwagi. Jak być sobą i być bezpieczną?
– Jak móc oddychać swobodnie i bez obaw wybierać to, co się chce.

I Lulu i Bibi uśmiechnęły się. A Bibi dopytała jeszcze przyjaciółkę.
Wiesz zastanawiam się, co mogłabyś zrobić by na przyszłość pamiętać o tym doświadczeniu i zamiast wierzyć domysłom w głowie sprawdzić co się dzieje by móc być sobą w pełni i do tego bezpieczną.

Lulu zamyśliła się. Po czym z radością podskoczyła w górę i zrobiła dwa piruety: 
-Wiem, wiem, namaluję portret samej siebie z wielkim sercem i chmurkami myśli dookoła mojej głowy. A od serca będą biegły promienie dokoła mnie i do chmurek z myślami też.
-Co za pomysł!- zakrzyknęła Bibi- A kiedy to zrobisz?

-Może teraz? - zapytała Lulu a Bibi kiwnęła głową. Obie udały się na poszukiwanie farb, fartuszków, pędzli, kubeczków na wodę i kartek. I już za chwilę siedziały ubrane w fartuszki, Bibi w zielony w żółte paski, a Lulu w różowy z biała falbanką. Obie rysowały. Bo Bibi też chciała mieć taki portret dla samej siebie, tak na wszelki wypadek, jakby i ona pogubiła się kiedyś w domysłach i myślach.





Rys. Lulu






środa, 5 października 2016

Kochaj mnie, bym bezpiecznie dorastał i uczył się.


- Bibi słyszałaś, że czasem dorośli mówią, że dzieci trzeba bić? - spytała wiewiórka Laura. Bibi zobaczyła w jej oczach ciekawość, lecz także lęk i niepokój. Ramiona miała skulone, a na jej twarzy malowało się pytanie i lekki grymas.
- Widziałam kiedyś, jak dziadek wytargał swojego wnuczka za uszy. Chłopiec się zezłościł i rozpłakał, a potem… kopnął dziadka. Następnie tata chłopca uderzył go w pupę i odszedł. Byłam zła, chciałam podbiec i pobić tych dorosłych…..

„O nie!” - pomyślała Bibi i zamknęła oczy.  Była smutna. Od szyi po kopytka czuła żal, a fala bezsilności poruszała jej wnętrze. Bibi chce świata bezpiecznego dla małych i dużych. Bezpiecznego świata, czyli takiego w którym można uczyć się i doświadczać życia w pełni, gdzie silni dają wsparcie słabszym, gdzie wszyscy są wzięci pod uwagę, nawet ci, którzy mało mówią, są nieśmiali, którzy popełniają błędy. Przecież świat może służyć wszystkim. Bibi zezłościła się, zacisnęła zęby, bo bardzo chce radości w sercu i w ciele, a nie strachu.
- A przecież - mówiła dalej Laura  - dziadek mógł powiedzieć, żeby chłopiec biegał wolniej, bo może wpaść do dziury. Ale nic nie powiedział, tylko wytargał małego za uszy…. A tata? Powiedział, że nie można bić dziadka! A dzieci to można bić!? Bibi? Można?

Bibi otworzyła oczy i spojrzała na Laurę. Uśmiechnęła się, zupełnie jakby chciała jej powiedzieć: "Nie martw się malutka. My, dorośli czasem się gubimy, mamy dobre intencje i bardzo się staramy, ale czasem ze   zmęczenia idziemy na skróty. Wybieramy coś, co jest najłatwiejsze w danej chwili lub coś, co dobrze znamy. Ale wiesz, mamy wspaniałe serca i one cały czas nam podpowiadają… Szepczą nam o miłości. O wzajemnym szacunku. I my, dorośli, słuchamy. To wymaga czasu, byśmy zaufali swoim sercom, ale wtedy wspólnie wszyscy: mali i duzi, wysocy i niscy, groźni i łagodni, cisi i głośni zbudujemy świat, który działa dla wszystkich"



Bibi objęła Laurę i spytała:

- Chcesz, by dzieci były bezpieczne? - Laura kiwnęła łepkiem. W jej oku pojawiła się łza.- Chcesz, by dorośli wspierali dzieci, a nie ranili? Chcesz ufać?
- O tak, Bibi! Chcę tego wszystkiego! Dlaczego ktoś miałby mnie bić? Za co? Bo za mało się uczę? Bo za wolno zbieram zabawki? Bo za wysoko weszłam na drzewo? Ile to jest za wysoko? Czy za głośno krzyczę? Jak jest za głośno?

Bibi słuchała Laury. Słyszała i widziała jej mądrość: Laura umie słuchać swojego serca, czuje swoje ciało.

- Chcę być kochana, a nie bita czy karana, lub żeby ktoś na mnie krzyczał. Lubię jak mama na mnie patrzy gdy do mnie mówi, gdy klęka przede mną i dotyka mojej łapki. Nie krzyczy, gdy zrobię coś źle, bo czasem się zapominam. Nie chcę specjalnie zezłościć dorosłych, chcę się z nimi dogadać. Ale to trudne, gdy się boję, że ktoś na mnie nakrzyczy lub mnie zbije. Wtedy niechcący robię złe rzeczy, tak jakby same się robią, bo ja się boję. Chcę się uczyć i liczyć, i pisać, i skakać niżej czy wyżej, mówić ciszej, śpiewać głośniej. Babci to czasem przeszkadza. Jak mi przypomni, to się staram bawić ciszej, nie chcę jej dokuczyć. Umiem słuchać babci czy koleżanki gdy czuję się bezpiecznie. Proszę, by dorośli kochali mnie taką, jaką jestem.
Bibi utuliła Laurę.

- Rozumiem, ty moja mądra Lauro! Nie wiem, jak dla innych, ale dla mnie jesteś mądra. Słyszę, że potrzebujesz ciepła i dorosłych, którzy z akceptacją i bezpiecznie pokażą ci życie! Kocham cię Lauro!

- Ja ciebie też kocham, Bibi!

Pytania do refleksji dla dorosłych:
  • Jak radzisz sobie ze złością, gdy ją czujesz w relacji z Twoim dzieckiem? Jakie sygnały daje Ci wówczas Twoje ciało?
  • Z jaką motywacją chcesz, by Twoje dziecko spełniało Twoje prośby? Strachu? Oczekiwania nagrody? Współpracy?
  • Jedno z założeń Porozumienia bez przemocy brzmi: "Ludzie chętniej działają na rzecz innych, jeśli mają wybór". Co ty o tym sądzisz?
  • Dzieci też chętniej się uczą i współpracują z dorosłymi, jeśli czują się bezpieczne i brane pod uwagę. Co o tym sądzisz?
  • Przypomnij sobie, jak ktoś z dorosłych Cię ukarał, a może uderzył w dzieciństwie. Co wówczas czułeś/czułaś? Co myślałeś/myślałaś o tym dorosłym? Czego się wtedy nauczyłeś/nauczyłaś?